Adam Ziemianin: "Barcelona"

Adam Ziemianin 

Barcelona

 

 

Obudziłem się nagle w "Barcelonie"
pan Jasio nerwowo
roznosił piwo
jak zwykle nie wydając reszty

Galaretka wieprzowa
trzęsła się ze strachu
gdy przy drugim stoliku
usiadł donosiciel

Wojtek Belon
wciąż chciał
wyjechać z "Barcelony"
w góry
lecz coś go trzymało

Potem przyszedł Andrzej
z Musiałem i Jurkiem Gizellą
uśmiechali się stypendialnie

Wtedy jeszcze mieliśmy
paszporty do młodości
takie radosne


mural na rogu Piłsudskiego i Straszewskiego, Kraków

 Mural na podstawie wiersza powstał w miejscu dawnej "Barcelony", o której pisał Ziemianin. Autorem jest Bartolomeo Koczenasz.





ks. Jan Twardowski "Wiersz z banałem w środku"

ks. Jan Twardowski
"Wiersz z banałem w środku"

nie bój się chodzenia po morzu
nieudanego życia
wszystkiego najlepszego
dokładnej sumy niedokładnych danych
miłości nie dla ciebie
czekania na nikogo


przytul w ten czas nieludzki
swe ucho do poduszki
bo to co nas spotyka
przychodzi spoza nas

https://www.youtube.com/watch?v=y4muoQCjnPg

Wisława Szymborska: "Nic darowane"

Wisława Szymborska:
"Nic darowane"

Nic darowane, wszystko pożyczone.
Tonę w długach po uszy.
Będę zmuszona sobą
zapłacić za siebie,
za życie oddać życie.


Tak to już urządzone,
że serce do zwrotu
i wątroba do zwrotu
i każdy palec z osobna.

Za późno na zerwanie warunków umowy.
Długi będą ściągnięte ze mnie
wraz ze skórą.

Chodzą po świecie
w tłumie innych dłużników.
Na jednych ciąży przymus
spłaty skrzydeł.

Drudzy chcąc nie chcąc
rozliczą się z liści.

Po stronie Winien
wszelka tkanka w nas.
Żadnej rzęski, szypułki
do zachowania na zawsze.

Spis jest dokładny
i na to wygląda,
że mamy zostać z niczym.

Nie mogę sobie przypomnieć
gdzie, kiedy i po co
pozwoliłam otworzyć sobie
ten rachunek.

Protest przeciwko niemu
nazywamy duszą.
I to jest to jedyne,
czego nie ma w spisie.

Wisława Szymborska: "Trzy słowa najdziwniejsze" ("The Three Oddest Words")

Wisława Szymborska:
"Trzy słowa najdziwniejsze"

 Kiedy wymawiam słowo Przyszłość,
pierwsza sylaba odchodzi już do przeszłości.

Kiedy wymawiam słowo Cisza,
niszczę ją.

Kiedy wymawiam słowo Nic,
stwarzam coś, co nie mieści się w żadnym niebycie.

___________________



in english:



Wisława Szymborska:

"The Three Oddest Words"


When I pronounce the word Future,
the first syllable already belongs to the past.

When I pronounce the word Silence,
I destroy it.

When I pronounce the word Nothing,
I make something no non-being can hold.


(more in english)








ks. Jan Twardowski: "Śpieszmy się" ("Let us hurry")


Śpieszmy się

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widziec naprawde zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą


ks. Jan Twardowski







english:

"Let us hurry"

Let us hurry to love people they depart so quickly
Leaving only their shoes and silence on the phone
Only what is unimportant tends to drag like a cow
The most important is so fast that happens in split-second
Silence that follows - normal and unbearable
  
Is like a clarity born straight from despair
When we think about someone who is no longer with us

Please do not be so certain that there is still time left
For certainty happens to be most uncertain
It takes away our sensitivity along with happiness
And comes concurrently like pathos and humour
Just like two different passions yet not as strong as one
Tend to die down so quickly, like thrush song in July
Like a sound somewhat clumsy or a vacuous bow
They have to close their eyes in order to truly see
And even though to be born is a greater risk than to die
We love still to little and always to late

Do not write about it too often but write once and for all
And you will become like a dolphin both gentle and strong

Let us hurry to love people, they depart so quickly
And those who are not, will not always return
And you never know while speaking of love
Is the first one last, or the last one first.

Translated by Pawel Maciejewski









Marcin Świetlicki: "Wszystko cieknie"


Nie śnij się, nie śnij. W którymś śnie się utop
tak ostatecznie i nie przyśnij już się.
Robisz mi nieporządek w chaosie. Aż muszę
zaraz po przebudzeniu kląć bezgłośnie, żeby
ciebie odpędzić. Do mojej przeszłości
wprowadzili się obcy, nawet nie wiem kto,
leżą przy tobie na tapczanie, sprawnie
- uczciwie za drzwi wypychają, tak że
to nie jest teraz moja przeszłość. Dzisiaj odwilż.
I wszystko cieknie. Wszystko cieknie.
Niszczeją wszelkie trwałe formy.
Budzi się z zimy rozedrgany ustrój.



https://www.youtube.com/watch?v=H9-iTY2WT0Q



Świetlicki, razem z fragmentem Listu do pani Malibu Jacka Podsiadło, w opuszczonej przychodni przy Alei Pokoju w Krakowie:




Li Bai: "Pijąc samotnie przy blasku księżyca"


Dzban wina wśród kwiatów,
Piję sam bez towarzysza
Wznosząc mój kielich witam księżyc.
Z mym cieniem jest nas troje.
Księżyc nie potrafi pić,
Na próżno mój cień mnie śledzi.
Czczę księżyc i cień,
Radość trwa aż do wiosny!
Śpiewam, księżyc się włóczy,
Tańczę, mój cień romansuje.
Na jawie, radujemy się wzajemnie,
Pijani, idziemy własnymi drogami...
Odnalezieni na Mlecznej Drodze,
W przejażdżce nie skrępowanej niczym!

 
-tłumaczenie: Zhongguo
http://ankang55.salon24.pl/659497,mityczny-nektar-bogow

Marcin Świetlicki: "McDonald´s"


Znajduję ślad twoich zębów w obcym mieście.
Znajduję ślad twoich zębów na swoim ramieniu.
Znajduję ślad twoich zębów w lustrze.
Czasami jestem hamburgerem.

Czasami jestem hamburgerem.
Sterczy ze mnie sałata i musztarda cieknie.
Czasami jestem podobny śmiertelnie
do wszystkich innych hamburgerów.

Pierwsza warstwa: skóra.
Druga warstwa: krew.
Trzecia warstwa: kości.
Czwarta warstwa: dusza.

A ślad
twoich zębów
jest najgłębiej,
najgłębiej.

Tadeusz Gajcy: "Miłość bez jutra"


Mój sen śmiertelny ciałem spełniasz
i słowem płochym w śnie poczętym:
puszysta włosów twoich perła
jak promień krągły w pościel spływa,
gdzie dłoń pierzasta jak z igliwia
rozdziela cienie ciał od lęku.


Mówimy szeptem krwi łagodnej
słuchając w sobie: niech w nas płynie,
niech niesie - światło jak w roślinie
prześwietli serc planety małe
i obudzimy się słuchając
szelestu chmur i grania wody.

Bo tyle tylko jest w nas ciepła,
co dłoń zdziwiona objąć zdoła,
i trwogi tyle, co zakrzepła
wyryje w twarzy łza jak z ognia
i głosu w nas, co wydać może
w kielichu warg języka ostrze.

Niech płynie w nas - mówimy jeszcze
ten szmer ciemności, póki księgę
obłoków wiatr przegina miękką.
Bo tyle tylko wiary w pieśni,
ile obrazu pod powieką
ziemi odbitej ostatecznie.

+ interpretacja Karoliny Cichej:
https://www.youtube.com/watch?v=oDDQvlzh09U

Różewicz Tadeusz: "Widzę szalonych"



Widzę szalonych którzy
chodzili po morzu
wierzyli do końca
i poszli na dno

teraz jeszcze przechylają
moją łódź niepewną

odtrącam te sztywne
dłonie okrutnie żywy

odtrącam rok za rokiem.

Julia Hartwig: "Nie unikaj"


Nie unikaj nieżyjących już przyjaciół
zaklętych w książki i listy
to szczątki zapomnianej mowy czasu
którą odkrywasz na nowo

Marcin Świetlicki: "Wszystko cieknie"


Nie śnij się, nie śnij. W którymś śnie się utop
tak ostatecznie i nie przyśnij już się.
Robisz mi nieporządek w chaosie. Aż muszę
zaraz po przebudzeniu kląć bezgłośnie, żeby
ciebie odpędzić. Do mojej przeszłości
wprowadzili się obcy, nawet nie wiem kto,
leżą przy tobie na tapczanie, sprawnie
- uczciwie za drzwi wypychają, tak że
to nie jest teraz moja przeszłość. Dzisiaj odwilż.
I wszystko cieknie. Wszystko cieknie.
Niszczeją wszelkie trwałe formy.
Budzi się z zimy rozedrgany ustrój.




Josif Brodski: „Piosenka o Bośni”




W chwili, gdy strzepujesz pyłek,
jesz posiłek, sadzasz tyłek
na kanapie, łykasz wino –
ludzie giną.

W miastach o dziwacznych nazwach
grad ołowiu, grzmot żelaza:
nieświadomi, co ich winą,
ludzie giną.

W wioskach, których nie wyśledzi wzrok –
bez krzyku, bez spowiedzi,
bez żegnania się z rodziną
ludzie giną.

Ludzie giną, gdy do urny
wrzucasz głos na nowych durni
z ich nie nową już doktryną
„Nie tu giną”.

W stronach zbyt dalekich,
by nas przejąć mógł czyjś bólu grymas,
gdzie strach lecieć cherubinom –
ludzie giną.

Wbrew posągom i muzeom –
jako opał służy dziejom
przez stulecia po Kainie
ten, kto ginie.

W chwili, kiedy mecz oglądasz,
czytasz, co wykazał sondaż,
bawisz dziecko śmieszną miną –
ludzie giną.

Czas dzielący ludzkie byty
na zabójców i zabitych,
zmieści się w rubryce szerszej:
tak, w tej pierwszej.
 
tłum. Stanisław Barańczak



akcja związana z wierszem:  http://www.przepisujetenwiersz.pl


interpretacje muzyczne:
https://www.youtube.com/watch?v=sdZwXl4wmh4 ,
 https://www.youtube.com/watch?v=ZStjjbzXZyo

Wisława Szymborska: "Odzież"


Zdejmujesz, zdejmujemy, zdejmujecie
płaszcze, żakiety, marynarki, bluzki
z wełny, bawełny, elanobawełny,
spódnice, spodnie, skarpetki, bieliznę,
kładąc, wieszając, przerzucając przez
oparcia krzeseł, skrzydła parawanów;
na razie, mówi lekarz, to nic poważnego,
proszę się ubrać, odpocząć, wyjechać,
zażywać w razie gdyby, przed snem, po jedzeniu,
pokazać się za kwartał, za rok, za półtora;
widzisz, a ty myślałeś, a myśmy się bali,
a wyście przypuszczali, a on podejrzewał;
czas już wiązać, zapinać drżącymi jeszcze rękami
sznurowadła, zatrzaski, suwaki, klamerki,
paski, guziki, krawaty, kołnierze
i wyciągać z rękawów, z torebek, z kieszeni
wymięty, w kropki, w paski, w kwiatki, w kratkę szalik
o przedłużonej nagle przydatności.

Wisława Szymborska: "Myśli nawiedzające mnie na ruchliwych ulicach"


Twarze.
Miliardy twarzy na powierzchni świata.
Podobno każda inna
od tych, co były i będą.
Ale Natura - bo kto ją tam wie -
może zmęczona bezustanną pracą
powtarza swoje dawniejsze pomysły
i nakłada nam twarze
kiedyś już noszone.

Może cię mija Archimedes w dżinsach,
caryca Katarzyna w ciuchu z wyprzedaży,
któryś faraon z teczką, w okularach.

Wdowa po bosym szewcu
z malutkiej jeszcze Warszawy,
mistrz z groty Altamiry
z wnuczkami do ZOO,
kudłaty Wandal w drodze do muzeum
pozachwycać się trochę.

Jacyś polegli dwieście wieków temu,
pięć wieków temu
i pół wieku temu.

Ktoś przewożony tędy złoconą karetą,
ktoś wagonem zagłady.

Montezuma, Konfucjusz, Nabuchodonozor,
ich piastunki, ich praczki i Semiramida,
rozmawiająca tylko po angielsku.

Miliardy twarzy na powierzchni świata.
Twarz twoja, moja, czyja -
nigdy się nie dowiesz.
Może Natura oszukiwać musi,
i żeby zdążyć, i żeby nastarczyć
zaczyna łowić to, co zatopione
w zwierciadle niepamięci.